Newsletter IPO.pl
Szukaj w IPO.pl
Zarządzanie  | Strona główna » Biznes » Zarządzanie

Ankieta

Jaki będzie dominujący trend na giełdach w 2012 roku?
 

Najnowszy raport

Serwisy ipo.pl

Raporty ipo.pl

Co zmieniłby liniowy?
28.07.2008.
Podczas ostatniej kampanii wyborczej obecna partia rządząca obiecywała zmiany idące w kierunku obniżenia i ujednolicenia stawek podatkowych. W jakim stopniu takie zmiany byłyby korzystne dla nas, a z drugiej strony – dla finansów naszego państwa?

Podczas ostatniej kampanii wyborczej obecna partia rządząca obiecywała zmiany idące w kierunku obniżenia i ujednolicenia stawek podatkowych. W jakim stopniu takie zmiany byłyby korzystne dla nas, a z drugiej strony – dla finansów naszego państwa?

Polska jest już w zasadzie jednym z niewielu krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w którym podatek od osób fizycznych, czyli PIT, ma charakter progresywny. Większość państw regionu zdecydowała się na wprowadzenie podatku liniowego. W naszym kraju na liniową stawkę podatkową mogą liczyć tylko przedsiębiorcy objęci podatkiem CIT.


Liniowy, czy, jak wolą niektórzy – jednolity podatek wprowadzili Słowacy, Ukraińcy, Litwini, Łotysze, Estończycy, Rosjanie, Rumuni, Bułgarzy, a w przyszłym roku implementują go również Czesi. Tak więc, w 2009 roku Polska pozostanie jedynym, obok Białorusi i Węgier krajem byłego bloku socjalistycznego, gdzie obowiązywać będzie jeszcze podatek progresywny. Wprawdzie – teoretycznie – ale jednak, o czym w dalszej części artykułu.

Przypomnijmy, że, zgodnie z ustawą z 16 listopada 2006 roku, w Polsce obowiązuje trzy-stopniowa skala podatkowa dla osób fizycznych. Osoby, których roczny dochód nie przekroczy wartości 44 490 zł., objęte są stawką 19-porcentową, pomniejszoną o kwotę 586,85 zł. Zarabiający pomiędzy 44 490 a 85 528 zł muszą oddać państwu 7 886,25 zł. oraz 30 proc. nadwyżki przekraczającej dolną granicę progu drugiego. W próg najwyższy wpadają natomiast podatnicy zarabiający ponad 85 528 zł. Płacą oni wówczas 20 177,65 zł oraz 40-procentową nadwyżkę trzeciego progu. Najbiedniejsza część naszego społeczeństwa, zarabiająca poniżej 3 090 zł., jest natomiast całkowicie zwolniona z oddawania pieniędzy państwu. Dla osób prawnych obowiązuje natomiast jednolita, 19-procentowa stawka podatku CIT.

Dla kogo rozwiązanie to jest korzystne? Na obecnym systemie relatywnie zyskują ci, którzy zarabiają trochę poniżej kolejnych progów podatkowych. Niezadowoleni mogą być natomiast ci, których zarobki minimalnie wpychają ich w kolejną stawkę PIT. Wynika z tego, iż czasami po prostu nie warto zarabiać więcej, ponieważ paradoksalnie można na tym dużo stracić.

Zaoszczędzimy na liniowym?

Progresywność podatku od osób fizycznych mieści się w pojęciach sprawiedliwości i solidaryzmu społecznego. Zarabiający więcej, więcej oddają też państwu. W ten sposób, poprzez redystrybucję dochodów, państwo utrzymuje z ich części biedniejszą część społeczeństwa.

Z kolei system liniowy jest domeną tych, którzy ponad solidaryzm społeczny przedkładają indywidualizm. Ci z kolei za sprawiedliwe uznają to, iż każdy oddaje państwu ten sam procent swoich dochodów. Zgodnie w filozofią podatku liniowego, wszyscy podatnicy nie mają bynajmniej oddawać państwu takiej samej sumy pieniędzy - osoby zarabiające więcej płacą proporcjonalnie większy podatek.
Osoby, które obecnie przeskakują na wyższy próg podatkowy powiedziałyby z pewnością, że to rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwe niż podatek progresywny.
Może to poczucie większej sprawiedliwości skłoniłoby też część społeczeństwa, uciekającą ze swoimi pieniędzmi przed państwem, do płacenia podatków? Jeśli spojrzeć na Rosję i skutki wprowadzenia liniowego dla kasy tego państwa, wydaje się, że i w naszym kraju część ludzi mogłaby zacząć zasilać nasze finanse publiczne.

Argumentem podnoszonym przez zwolenników ujednolicenia skali podatkowej jest też prostota liniowego. Niewątpliwie prostota ta sprawiłaby, że przy rozliczaniu podatku zaoszczędzilibyśmy trochę czasu, a na pewno zaoszczędziliby go urzędnicy ministerstwa finansów.

Czy budżet państwa zyskałby na wprowadzeniu liniowego? Nasze finanse publiczne są ostatnio w coraz lepszym stanie. Polska redukuje dług publiczny i deficyt budżetowy, co docenia Komisja Europejska zdejmując z nas procedurę nadmiernego deficytu. Jednak czy jest aż tak kolorowo? W Raporcie Konwergencji rząd polski zobowiązał się do redukcji nadwyżki wydatków nad dochodami państwa do wartości 1 proc. PKB w 2010 roku. Ostatnie tendencje wskazują, że jeśli utrzymamy obecne tempo redukcji deficytu, ten ambitny plan może się udać. Jednak warto się tu zastanowić, dzięki czemu tak naprawdę obniżamy nasze zadłużenie. Czy dzieje się to dzięki reformom rządu w postaci cięcia wydatków, czy może jest to efektem większych dochodów, będących owocem wyjątkowo wysokiego wzrostu gospodarczego? Raczej to drugie. Pamiętajmy, że nasz kraj nie będzie wiecznie rozwijać się w tempie 5-6 proc. PKB. A okres gorszej koniunktury, który w końcu nadejdzie, sprawi, że zadłużenie Polski znów może wzrosnąć. Warto o tym pamiętać i zmniejszać deficyt budżetowy samemu, a nie uzależniać tego od ogólnych tendencji panujących w gospodarce. Oczywiście działania takie wymagają olbrzymiego wysiłku, m.in. w cięciu wydatków administracyjnych czy zmniejszaniu wydatków idących na transfery socjalne. Oprócz tego kluczową dla finansów państwa sprawą jest kształt systemu podatkowego.

Jak powinien wyglądać doskonały system podatkowy? Wydaje się, że nie ma tu idealnej recepty. Gdyby była, wszystkie państwa posługiwałyby się dzisiaj takim samym systemem podatkowym. Nie jest tak i poszczególne kraje wybierają pomiędzy charakterem liniowym i progresywnym oraz, w ich obrębie, pomiędzy różnymi stawkami, których, choćby wśród naszych sąsiadów, jest całe spectrum. Pytanie, jaka stawka podatkowa najlepiej pogodzi interesy państwa i jego obywateli?

Przyglądając się naszej części Europy możemy zaobserwować, iż każde kolejne państwo, które wprowadza podatek liniowy, przyjmuje relatywnie niską stawkę, tak, aby dla zagranicznych inwestorów być bardziej konkurencyjnym niż sąsiedzi.
Czesi, którzy wprowadzili liniowy w tym roku, początkowo deklarowali stawkę na poziomie 19 proc. , zdecydowali się ostatecznie na 15 proc., czyli o 4 pkt proc. mniej niż u swoich największych konkurentów w przyciąganiu zachodnich koncernów – Słowaków.

Dzięki 10-procentowemu podatkowi przyciągnąć zagranicznych inwestorów chce rząd Bułgarii, co ma być zachętą dla zagranicznych inwestorów. Teraz pytanie. Gdzie wybuduje fabrykę zagraniczny inwestor, mając do wyboru Polskę oraz Bułgarię, gdzie średnie zarobki nie przekraczają 200 euro i gdzie obowiązuje 10-procentowy CIT i PIT, a w rejonach dotkniętych wysokim bezrobociem stawki podatkowe mogą zostać zredukowane nawet do 0 proc.?

Niskie stawki podatku liniowego w przypadku osób fizycznych obowiązują też m.in. w Rosji (13 proc.) i na Ukrainie (13 proc.) Jednak w państwach tych znacznie wyższy jest CIT – odpowiednio 24 i 25 proc.

Czy taka niska stawka podatku liniowego jest korzystna? Potwierdzać to zdają się działania Estończyków i Litwinów. Rząd w Tallinie systematycznie obniża próg podatkowy od osób prawnych, z 26 proc., poprzez 21 proc. w roku obecnym, do 20 proc. w przyszłym. Natomiast rząd w Wilnie zredukował już stawkę podatku z początkowych 33 proc. do 24 proc. obecnie. Czeski rząd natomiast zapowiedział już, że po wprowadzeniu 15-procentowej stawki, obniży ją z czasem do 12,5 proc.
Mówiąc o wpływie obniżania podatków na kieszenie obywateli warto zatrzymać się na chwilę właśnie nad Wełtawą. Jak już wspomniałem, od tego roku u naszych południowych sąsiadów obowiązuje jedna, stosunkowo niska – 15 procentowa stawka podatkowa. Jednak, czy zmiana ta rzeczywiście sprawia, że w portfelach Czechów, po oddaniu państwu należnej mu sumy, pozostaje więcej pieniędzy? Nie, a nawet mniej niż wcześniej. Przy naliczaniu podatku jest teraz bowiem brana pod uwagę również wartość składki na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne. Jak podaje The Wall Street Journal Polska, przy zarobkach rzędu 240 tys. koron rocznie (ok. 32 tys. zł) realna stawka podatkowa wynosi ok. 23 proc. Na reformie korzystają tak naprawdę tylko najbogatsi, którzy wcześniej oddawali państwu 32 proc. swoich dochodów.

Wydaje się, że „reforma podatkowa inaczej”, jaką zafundował Czechom ich rząd, jest po prostu podporządkowana przystąpieniu Republiki Czeskiej do strefy euro. Zmiany podatkowe mają sprawić, że nadmierny deficyt budżetowy tego kraju szybko spadnie poniżej poziomu wymaganego przez kryteria z Maastricht, co otworzy Czechom drogę do Eurolandu.

Czy można intensywnie naprawiać finanse państwa obniżając jednocześnie podatki? Tak. Doskonałym przykładem jest tutaj Rosja, w której, po wprowadzeniu zaledwie 13-proc. podatku liniowego, dochody podatkowe państwa wzrosły kilkukrotnie. W Rumunii, po wprowadzeniu 18-procentowego podatku liniowego dochody państwa wzrosły o 15 proc. Rząd Bułgarii szacuje natomiast, że dzięki wprowadzeniu 10-procentowej stawki dochody te będą większe o ok. 396 mln USD.

Kolejny przykład bezbolesnego dla budżetu upraszczania systemu podatkowego? Hiszpania. Jeszcze kilkanaście lat temu kraj z Półwyspu Iberyjskiego był jednym z bardziej zadłużonych państw Europy. Dzisiaj, nadwyżka budżetowa, którą systematycznie notuje Hiszpania, karze stawiać ją za wzór skutecznego reformowania finansów publicznych. Nie wspominałbym tutaj jednak o Hiszpanii, gdyby nie fakt, iż reformowała ona swoje finanse jednocześnie upraszczając i obniżając podatki. Pierwszą z serii reform podatkowych wprowadzono na początku 1999 roku. Zredukowano wówczas liczbę progów podatkowych z 10 do 6, przy czym najwyższą stawkę zmniejszono z 56 do 48 proc., natomiast najniższą – z 20 do 18 proc. Rząd Jose Marii Aznara uznał wówczas, że reforma ta przyniesie wzrostowi gospodarczemu Hiszpanii ok. 0,5 pkt proc. PKB rocznie. Reformę rozpoczętą przez Partię Ludową kontynuował socjalistyczny rząd Zapatero. W sumie, w latach 1999-2006 liczbę progów podatkowych zmniejszono z 10 do 4. Najwyższą stawkę zredukowano z 56 do 40 proc., natomiast najniższa stawka wzrosła z 20 do 24 proc., co pokazuje, że hiszpański system podatkowy reformowano tak, aby ograniczyć jego progresywność.

Mimo systematycznego obniżania progów podatkowych, dochody państwa hiszpańskiego z tytułu podatków wzrosły w latach 1999-2006 o 4,1 pkt proc., do poziomu 24,5 proc. PKB. W tym samym czasie dług publiczny zredukowano o ponad 20 pkt proc., poniżej 40 proc. PKB.

Casus Hiszpanii pokazuje, że, gdy prowadzi się mądrą politykę ekonomiczną i ma się przy tym oparcie w przyzwoitym wzroście gospodarczym, można ograniczać podatki i w tym samym czasie naprawiać finanse publiczne.

Przy okazji - potwierdzenie teorii, że niższe podatki zwiększają aktywność gospodarczą obywateli. Jak podaje Eurostat, w Hiszpanii, wraz z obniżaniem i spłaszczaniem progów podatkowych, dochody z podatków bezpośrednich rosły, z poziomu 10,1 proc. PKB w 1996 roku do 11,7 proc. w 2006 roku. Natomiast w przypadku podatków pośrednich było to odpowiednio 10 i 12,4 proc. PKB.


Czy roztropność władzy idzie zawsze w parze z jej wielkodusznością?

Reforma systemu podatkowego powinna zmniejszać obciążenia podatkowe obywateli, powinna też być korzystna dla budżetu państwa, a przynajmniej mu nie szkodzić. Jest tu jednak pewna sprzeczność, ponieważ mniejsze obciążenia podatkowe dla nas oznaczają odpowiednio większy problem dla budżetu.

Udana reforma, która pogodzi interesy obywateli i państwa zależy od znalezienia właściwego kompromisu. Tutaj zadanie dla urzędników ministerstwa finansów, którzy powinni wybrać najbardziej optymalną stawkę.

Powodzenie takiej reformy zależy też od tego, czy i jakie ulgi będzie zawierał ewentualny podatek liniowy. Tutaj wyzwanie dla polityków.

Zmiany w systemie podatkowym mogą niewątpliwie wywołać niezadowolenie tej części społeczeństwa, której próg podatkowy po wprowadzeniu podatku liniowego prawdopodobnie wzrośnie. A przecież ta część społeczeństwa jest zdecydowanie najliczniejsza.

Aby złagodzić sondażowy koszt reformy, rządzący mogą wprowadzić dodatkowe ulgi, które sprawią, że społeczeństwo na reformatorów aż tak bardzo się nie obrazi. Słuchając kolejnych wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu widać wyraźnie, że ta tendencja sprawdza się też w jego przypadku. Partia rządząca mówi dzisiaj, że jest za wprowadzeniem podatku liniowego, jednak wraz z wysokimi ulgami oraz większą kwotą niepodlegającą opodatkowaniu. Nie ma w tym bynajmniej nic dziwnego. Postępowały tak wszystkie rządy wyżej wymienionych państw, z wyjątkiem Łotwy i Gruzji gdzie wraz z podatkiem liniowym w ogóle nie wprowadzono kwoty wolnej od podatku.

Pamiętając o generalnej niechęci Polaków do podatku liniowego, trzeba brać pod uwagę fakt, iż ulgi te musiałyby być szczególnie atrakcyjne, aby byli oni z wprowadzenia liniowego zadowoleni.

Za rozszerzaniem ulg w systemie podatkowym kryje się jednak dla finansów publicznych pewne niebezpieczeństwo. Reforma obliczona na naprawę finansów państwa, przy odpowiednim poziomie wielkoduszności władzy, może te finanse de facto uszczuplić.

Czy rządzący mogą działać mając na uwadze wspólne dobro, które nie zostanie przysłonięte przez dobro własnej partii w kolejnych wyborach?

Dla każdego obywatela bezsprzeczny jest fakt, że podatki powinno się obniżać. Każdy z nas chciałby, aby w jego kieszeni zostawało więcej pieniędzy. Sztuką jest tak naprawdę obniżanie podatków bez zwiększania deficytu budżetowego. Dodatkowe możliwości daje tutaj zmniejszanie wydatków na cele socjalne oraz zwiększenie dochodów, co można osiągnąć jednocześnie – poprzez zwiększenie ogólnego poziomu zatrudnienia, m.in. ograniczając prawa do wcześniejszych emerytur. Konieczne jest też cięcie kosztów funkcjonowania państwa. W przypadku naszego kraju dodatkowe możliwości daje również prywatyzacja.

Miejsce na naszej scenie politycznej, które zajmuje obecna partia rządząca predestynuje ją, jako praktycznie jedyną obecnie formację polityczną w naszym kraju, do wprowadzenia podatku liniowego. Nawiasem mówiąc, najbardziej liberalnym w tym względzie rządem okazał się ten stworzony przez lewicowe z nazwy ugrupowanie, które doprowadziło kilka lat temu do obniżenia CIT z 27 do 19 proc.

Czy partia rządząca będzie realizować hasła wypisane na jej sztandarach? Jeśli wierzyć obietnicom wyborczym, niedługo dołączymy do grona takich państw jak Estonia, Łotwa, Litwa czy Słowacja. Pytanie tylko, czy rząd nie będzie miał akurat innych ważnych spraw na głowie i zechce swoje obietnice zrealizować? A jeśli tak, to jak przyszły system podatkowy będzie wyglądał?

Zgodnie z zapowiedziami rządu, od 2009 roku obowiązywać będą dwie stawki podatku PIT – 18 i 32 proc. Oznacza to, iż podatek liniowy będzie obowiązywał w naszym kraju de facto już w przyszłym roku – ok. 99 proc. polskiego społeczeństwa objęta będzie 18-proc. stawką podatkową.

Większym wyzwaniem dla naszego budżetu będzie, zapowiadane na 2011 rok, wprowadzenie jednej, zapowiadanej ostatnio 16-procentowej stawki. Czy tak się stanie? Niewątpliwie muszą temu towarzyszyć inne reformy, ograniczające budżet państwa po stronie wydatków. Bez cięcia wydatków, finanse naszego państwa mogą wprowadzenia liniowego po prostu nie wytrzymać.


Autor: Piotr Pająk / IPO.pl
Oceń artykuł   Dodaj komentarz

Eksperci IPO radzą

Najbardziej innowacyjna firma 2006 roku
Staramy się wzmacniać markę Comarch poprzez wysoką jakość naszych produktów ...
Jak firma buduje pozycję lidera
Ponad 10-letnie doświadczenie w branży, stały rozwój firmy, modernizacja zakładów ...
Nie ma jednego przepisu na sukces
Firma w ciągu ostatnich trzech lat została zauważona przez szereg ...
Eventy imprezy dla firm