| Szukaj w IPO.pl |
| Szukaj w IPO.pl |
|
Co zmieniłby liniowy?
|
Podczas ostatniej kampanii wyborczej obecna partia rządząca obiecywała zmiany idące w kierunku obniżenia i ujednolicenia stawek podatkowych. W jakim stopniu takie zmiany byłyby korzystne dla nas, a z drugiej strony – dla finansów naszego państwa? Podczas ostatniej kampanii wyborczej obecna partia rządząca obiecywała zmiany idące w kierunku obniżenia i ujednolicenia stawek podatkowych. W jakim stopniu takie zmiany byłyby korzystne dla nas, a z drugiej strony – dla finansów naszego państwa? Liniowy, czy, jak wolą niektórzy – jednolity podatek wprowadzili Słowacy, Ukraińcy, Litwini, Łotysze, Estończycy, Rosjanie, Rumuni, Bułgarzy, a w przyszłym roku implementują go również Czesi. Tak więc, w 2009 roku Polska pozostanie jedynym, obok Białorusi i Węgier krajem byłego bloku socjalistycznego, gdzie obowiązywać będzie jeszcze podatek progresywny. Wprawdzie – teoretycznie – ale jednak, o czym w dalszej części artykułu. Przypomnijmy, że, zgodnie z ustawą z 16 listopada 2006 roku, w Polsce obowiązuje trzy-stopniowa skala podatkowa dla osób fizycznych. Osoby, których roczny dochód nie przekroczy wartości 44 490 zł., objęte są stawką 19-porcentową, pomniejszoną o kwotę 586,85 zł. Zarabiający pomiędzy 44 490 a 85 528 zł muszą oddać państwu 7 886,25 zł. oraz 30 proc. nadwyżki przekraczającej dolną granicę progu drugiego. W próg najwyższy wpadają natomiast podatnicy zarabiający ponad 85 528 zł. Płacą oni wówczas 20 177,65 zł oraz 40-procentową nadwyżkę trzeciego progu. Najbiedniejsza część naszego społeczeństwa, zarabiająca poniżej 3 090 zł., jest natomiast całkowicie zwolniona z oddawania pieniędzy państwu. Dla osób prawnych obowiązuje natomiast jednolita, 19-procentowa stawka podatku CIT. Dla kogo rozwiązanie to jest korzystne? Na obecnym systemie relatywnie zyskują ci, którzy zarabiają trochę poniżej kolejnych progów podatkowych. Niezadowoleni mogą być natomiast ci, których zarobki minimalnie wpychają ich w kolejną stawkę PIT. Wynika z tego, iż czasami po prostu nie warto zarabiać więcej, ponieważ paradoksalnie można na tym dużo stracić. Zaoszczędzimy na liniowym? Progresywność podatku od osób fizycznych mieści się w pojęciach sprawiedliwości i solidaryzmu społecznego. Zarabiający więcej, więcej oddają też państwu. W ten sposób, poprzez redystrybucję dochodów, państwo utrzymuje z ich części biedniejszą część społeczeństwa. Z kolei system liniowy jest domeną tych, którzy ponad solidaryzm społeczny przedkładają indywidualizm. Ci z kolei za sprawiedliwe uznają to, iż każdy oddaje państwu ten sam procent swoich dochodów. Zgodnie w filozofią podatku liniowego, wszyscy podatnicy nie mają bynajmniej oddawać państwu takiej samej sumy pieniędzy - osoby zarabiające więcej płacą proporcjonalnie większy podatek. Osoby, które obecnie przeskakują na wyższy próg podatkowy powiedziałyby z pewnością, że to rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwe niż podatek progresywny. Może to poczucie większej sprawiedliwości skłoniłoby też część społeczeństwa, uciekającą ze swoimi pieniędzmi przed państwem, do płacenia podatków? Jeśli spojrzeć na Rosję i skutki wprowadzenia liniowego dla kasy tego państwa, wydaje się, że i w naszym kraju część ludzi mogłaby zacząć zasilać nasze finanse publiczne. Argumentem podnoszonym przez zwolenników ujednolicenia skali podatkowej jest też prostota liniowego. Niewątpliwie prostota ta sprawiłaby, że przy rozliczaniu podatku zaoszczędzilibyśmy trochę czasu, a na pewno zaoszczędziliby go urzędnicy ministerstwa finansów. Czy budżet państwa zyskałby na wprowadzeniu liniowego? Nasze finanse publiczne są ostatnio w coraz lepszym stanie. Polska redukuje dług publiczny i deficyt budżetowy, co docenia Komisja Europejska zdejmując z nas procedurę nadmiernego deficytu. Jednak czy jest aż tak kolorowo? W Raporcie Konwergencji rząd polski zobowiązał się do redukcji nadwyżki wydatków nad dochodami państwa do wartości 1 proc. PKB w 2010 roku. Ostatnie tendencje wskazują, że jeśli utrzymamy obecne tempo redukcji deficytu, ten ambitny plan może się udać. Jednak warto się tu zastanowić, dzięki czemu tak naprawdę obniżamy nasze zadłużenie. Czy dzieje się to dzięki reformom rządu w postaci cięcia wydatków, czy może jest to efektem większych dochodów, będących owocem wyjątkowo wysokiego wzrostu gospodarczego? Raczej to drugie. Pamiętajmy, że nasz kraj nie będzie wiecznie rozwijać się w tempie 5-6 proc. PKB. A okres gorszej koniunktury, który w końcu nadejdzie, sprawi, że zadłużenie Polski znów może wzrosnąć. Warto o tym pamiętać i zmniejszać deficyt budżetowy samemu, a nie uzależniać tego od ogólnych tendencji panujących w gospodarce. Oczywiście działania takie wymagają olbrzymiego wysiłku, m.in. w cięciu wydatków administracyjnych czy zmniejszaniu wydatków idących na transfery socjalne. Oprócz tego kluczową dla finansów państwa sprawą jest kształt systemu podatkowego. Jak powinien wyglądać doskonały system podatkowy? Wydaje się, że nie ma tu idealnej recepty. Gdyby była, wszystkie państwa posługiwałyby się dzisiaj takim samym systemem podatkowym. Nie jest tak i poszczególne kraje wybierają pomiędzy charakterem liniowym i progresywnym oraz, w ich obrębie, pomiędzy różnymi stawkami, których, choćby wśród naszych sąsiadów, jest całe spectrum. Pytanie, jaka stawka podatkowa najlepiej pogodzi interesy państwa i jego obywateli? Przyglądając się naszej części Europy możemy zaobserwować, iż każde kolejne państwo, które wprowadza podatek liniowy, przyjmuje relatywnie niską stawkę, tak, aby dla zagranicznych inwestorów być bardziej konkurencyjnym niż sąsiedzi. Czesi, którzy wprowadzili liniowy w tym roku, początkowo deklarowali stawkę na poziomie 19 proc. , zdecydowali się ostatecznie na 15 proc., czyli o 4 pkt proc. mniej niż u swoich największych konkurentów w przyciąganiu zachodnich koncernów – Słowaków. Dzięki 10-procentowemu podatkowi przyciągnąć zagranicznych inwestorów chce rząd Bułgarii, co ma być zachętą dla zagranicznych inwestorów. Teraz pytanie. Gdzie wybuduje fabrykę zagraniczny inwestor, mając do wyboru Polskę oraz Bułgarię, gdzie średnie zarobki nie przekraczają 200 euro i gdzie obowiązuje 10-procentowy CIT i PIT, a w rejonach dotkniętych wysokim bezrobociem stawki podatkowe mogą zostać zredukowane nawet do 0 proc.? Niskie stawki podatku liniowego w przypadku osób fizycznych obowiązują też m.in. w Rosji (13 proc.) i na Ukrainie (13 proc.) Jednak w państwach tych znacznie wyższy jest CIT – odpowiednio 24 i 25 proc. Czy taka niska stawka podatku liniowego jest korzystna? Potwierdzać to zdają się działania Estończyków i Litwinów. Rząd w Tallinie systematycznie obniża próg podatkowy od osób prawnych, z 26 proc., poprzez 21 proc. w roku obecnym, do 20 proc. w przyszłym. Natomiast rząd w Wilnie zredukował już stawkę podatku z początkowych 33 proc. do 24 proc. obecnie. Czeski rząd natomiast zapowiedział już, że po wprowadzeniu 15-procentowej stawki, obniży ją z czasem do 12,5 proc. Mówiąc o wpływie obniżania podatków na kieszenie obywateli warto zatrzymać się na chwilę właśnie nad Wełtawą. Jak już wspomniałem, od tego roku u naszych południowych sąsiadów obowiązuje jedna, stosunkowo niska – 15 procentowa stawka podatkowa. Jednak, czy zmiana ta rzeczywiście sprawia, że w portfelach Czechów, po oddaniu państwu należnej mu sumy, pozostaje więcej pieniędzy? Nie, a nawet mniej niż wcześniej. Przy naliczaniu podatku jest teraz bowiem brana pod uwagę również wartość składki na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne. Jak podaje The Wall Street Journal Polska, przy zarobkach rzędu 240 tys. koron rocznie (ok. 32 tys. zł) realna stawka podatkowa wynosi ok. 23 proc. Na reformie korzystają tak naprawdę tylko najbogatsi, którzy wcześniej oddawali państwu 32 proc. swoich dochodów. Wydaje się, że „reforma podatkowa inaczej”, jaką zafundował Czechom ich rząd, jest po prostu podporządkowana przystąpieniu Republiki Czeskiej do strefy euro. Zmiany podatkowe mają sprawić, że nadmierny deficyt budżetowy tego kraju szybko spadnie poniżej poziomu wymaganego przez kryteria z Maastricht, co otworzy Czechom drogę do Eurolandu. Czy można intensywnie naprawiać finanse państwa obniżając jednocześnie podatki? Tak. Doskonałym przykładem jest tutaj Rosja, w której, po wprowadzeniu zaledwie 13-proc. podatku liniowego, dochody podatkowe państwa wzrosły kilkukrotnie. W Rumunii, po wprowadzeniu 18-procentowego podatku liniowego dochody państwa wzrosły o 15 proc. Rząd Bułgarii szacuje natomiast, że dzięki wprowadzeniu 10-procentowej stawki dochody te będą większe o ok. 396 mln USD. Autor: Piotr Pająk / IPO.pl |