| Szukaj w IPO.pl |
| Szukaj w IPO.pl |
|
Kolekcjonerzy pochowali portfele
|
Ostatni katalog Desy Unicum pękał od znakomitych nazwisk. Zabrakło jednak chętnych, aby po nie sięgnąć. Nie kupiono ani Malczewskiego, ani Matejki, ani Wyspiańskiego. Nawet Czachórski spadł spod młotka. Kolekcjonerzy nie kupują już tylko nazwisk. Liczy się dobre płótno, z dobrego okresu artysty. Wciąż jednak wyławiają perełki, zwłaszcza gdy cena nie odstrasza. Zobacz również Czy prace współczesnych artystów są pewną inwestycją? Wschodnie korzenie Do rzadkich bywalców polskich domów aukcyjnych należy również Ludomir Śledziński. Tym razem była okazja kupna dwóch jego dzieł w Domu Aukcyjnym Ostoya. „Ogrodniczki” z 1945 roku licytowano z 40 do 46,5 tys. zł, parę obrazów z cyklu dzień królewny: „Poranek – Bajka I” i „Śniadanie – Bajka III” – z 44 do 80 tys. zł. Oba dzieła mają bogatą bibliografię i są sygnowane. Śledziński urodził się w Wilnie. Zobacz również Dla kogo inwestycje w sztukę? Wileńskie korzenie ma również Emmanuel Katz (zw. Mané-Katz), którego „Pejzaż z Karpat” z 1930 roku sprzedano w Desie Unicum za wywoławcze 125 tys. zł. Katz, podobnie jak Śledziński, chodził do Szkoły Rysunkowej w Wilnie, ale studia kontynuował w Szkole Malarstwa Nikołaja Muraszki w Kijowie, a później w paryskiej École des Beaux-Arts pod kierunkiem Fernanda Cormona. Obracał się wokół tematyki żydowskiej, która cieszy się dziś dużym powodzeniem. W Rempeksie można było natomiast kupić za 33 tys. PLN „Marzec – studium do obrazu”, zaliczanego przez wschodnich kolekcjonerów do malarzy rosyjskich, Stanisława Żukowskiego. Artysta ukończył studia w Moskiewskiej Szkole Malarstwa, Rzeźby i Architektury. W Rosji też tworzył do 1923 roku. Później zamieszkał w Warszawie, gdzie swoje prace wielokrotnie wystawiał w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. Dwa miesiące temu „Wnętrze Pałacu w Łazienkach” Żukowskiego, namalowane w około 1924 roku, sprzedano w Domu Aukcyjnym Agra Art za 235 tys. zł (przy cenie wywoławczej 95 tys. zł). W listopadzie 2007 roku jego „Las w zimie” wyceniono natomiast w Sotheby’s na 220 tys. euro. Za niewielkie studium do obrazu namalowane na tekturze tym razem zaoferowano warunkowo 31 tys. zł. Doceniony Hayden W Desie Unicum miała miejsce też niespodzianka. Za rekordowe 98 tys. zł sprzedano „Przystań” Henryka Haydena. Oleje tego artysty rzadko trafiają na rynek. Przeważają grafiki, ale nie cieszą się powodzeniem. Zobacz również Gra w zielone Hayden studiował w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. W 1907 roku wyjechał do Paryża, gdzie spędził całe życie. Studiował w Académie La Palette pod kierunkiem Charlesa Guérina i Georgesa Desvalliéres’a. Pokochał Bretanię i bretońskie pejzaże, których piękno oddawał w swoich pracach, bawiąc się zieleniami, brązami i żółcieniami, kontrastującymi z błękitami i fioletami morskich wód. Ludowa gratka W Desie Unicum za 25 tys. zł wystawiono też kompletną tekę 37 plansz litograficznych ręcznie kolorowanych gwaszem i akwarelą Zofii Stryjeńskiej, jednej z najważniejszych artystek okresu międzywojennego – kobiety legendy. Stryjeńska, z jednej strony bardzo kobieca, a jednocześnie orędowniczka sportów zimowych, boksu i rajdów samochodowych, fascynowała już za życia. W 1911 roku ścięła włosy, przebrała się za mężczyznę i pod nazwiskiem Tadeusz Grzymała wyruszyła do Monachium, mekki ówczesnych artystów. Tak się bawiła przez rok. Potem wróciła do rodzinnego Krakowa, wyszła za mąż za architekta Karola Stryjeńskiego i wydawało się, że się ustatkuje. Nic jednak bardziej mylnego. Do dziś bawią opowieści o tym jak pocięła frak mężowi, aby zatrzymać go w domu i jak on później się jej zrewanżował i zawiózł do kliniki psychiatrycznej… zamiast na przyjęcie. Najważniejsze było jednak to, że gdy Stryjeński został dyrektorem Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, oboje trafili pod ukochane Tatry. To właśnie z góralskich klimatów Zofia Stryjeńska czerpała motywy i inspiracje, które wykorzystała również w oferowanych w Desie Unicum, pełnych radości planszach. Aż dziw bierze, że zaoferowano za nie warunkowo jedynie 23 tys. zł. Wielcy na marginesie Kwietniowo-majowe aukcje były jednak zaskoczeniem, zwłaszcza dla ich organizatorów. Przepadli z kretesem malarze, których nazwiska uznawano ostatnio za pewniaki. W Desie Unicum nikt nie zainteresował się „Indykami” Jacka Malczewskiego za 70 tys. zł, co jest najlepszym dowodem na to, że powodzeniem cieszą się jedynie jego autoportrety i sceny symboliczno-alegoryczne. Nie było więc również chętnych na ”Konie w zaprzęgu” tego artysty za 35 tys. zł. Zobacz również Opłaty w OFE nie takie straszne W Desie Unicum nie kupiono również wielu innych wysoko wycenianych prac:„Malowanych liści” Zbigniewa Pronaszko za 72 tys. zł, projektu polichromii - Św. Florian Jana Matejki wycenionego na 85 tys. zł i „Anioła z banderolą” Stanisława Wyspiańskiego za 45 tys. zł. Ku zaskoczeniu z pod młotka spadł również „Portret młodej dziewczyny” Władysława Czachórskiego z ceną 150 tys. zł – artysty, który zasłynął portretami pięknych kobiet malowanych wśród kwiatów i kobiecych bibelotów. W Polsce jego „Pierwsze róże” zostały sprzedane za 1,3 mln zł, „Aktorzy przed Hamletem” za 1,27 mln zł, a płótno” Przed balem” za 1,15 mln zł. Na licytacji desowskiej poległ również modny ostatnio Alfred Wierusz-Kowalski. Jego „Przejażdżkę” wyceniono na 390 tys. zł, ale rynek cenę tę zignorował. Nie został również sprzedany obraz Józefa Pankiewicza za 120 tys. zł, ani Franciszka Żmurki za 85 tys. zł. Nie mówiąc już o Tadeuszu Makowskim i jego „Autoportrecie z dziewczynką” wycenionym na 290 tys. zł. Polegli również: Wiewiórski, Kossak i Michałowski. Za „Eunice całująca posąg Petroniusza - scenę z Quo vadis Henryka Sienkiewicza”, Jana Styki zaoferowano natomiast warunkowo 70 tys. zł, 5 tys. zł poniżej ceny wywoławczej. Artykuł ukazał się w gazecie "Private Banking". Źródło: InwestycjeAlternatywne.pl Autor: Ewa Bednarz |