| Szukaj w IPO.pl |
| Szukaj w IPO.pl |
|
TFI nadal znajdują się w odwrocie
|
Kwiecień był kolejnym miesiącem odpływu aktywów TFI. Po rekordowych wypłatach środków w I kwartale, w kwietniu inwestorzy wypłacili kolejne 2 mld zł. Aktywa TFI spadają od sześciu miesięcy i znalazły się na rekordowo niskim poziomie 106 mld zł. Od rekordowego poziomu z października 2007 r. uległy zmniejszeniu aż o 26%. Co gorsza, trudno przewidzieć odwrócenie tego trendu i powrót do wzrostów.
Zobacz również Kredyt konsolidacyjny lekiem na drogie kredyty? Wyniki historyczne dają nadzieję, że kiedyś trend się odwróci Trwające z niewielkimi przerwami spadki na rynku akcji i TFI jakie obserwujemy od wakacji 2007 roku skutecznie zmniejszyły stan portfela posiadaczy jednostek uczestnictwa większości funduszy. Posiadaczy akcji świadomie pomijam, za sprawą ich znacznie mniejszej ilości w porównaniu z ilością inwestujących w TFI. Wysokie prowizje i równie wysokie opłaty za zarządzanie aktywami nieco rozleniwiły zarządzających TFI. Klienci szturmowali fundusze w nadziei na duże zyski i przez dłuższy mogli na nie liczyć. Taka sytuacja sprawiła, że TFI nie musiały ze sobą konkurować wysokością opłat, a te są do dziś wyjątkowo wysokie. Opłaty manipulacyjne sięgają aż 4-5% w przypadku funduszy akcyjnych, mniej bo ok. 1% pobierane jest od funduszy obligacyjnych. Zyski z tych ostatnich trudno uznać jednak z satysfakcjonujące, przez co zainteresowanie nimi nie jest duże. Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych pobierają również wysokie opłaty za zarządzanie aktywami. Stawki w zależności od rodzaju funduszu sięgają 5% w funduszach akcyjnych, do niespełna 1% w funduszach pieniężnych. Oficjalnie TFI tłumaczą tak wysokie koszty koniecznością zatrudniania większej ilości analityków i zarządzających funduszami akcyjnymi. Może warto, aby TFI wprowadzały opłaty uzależnione od osiąganych wyników. Ta forma powoli przyjmuje się w małych TFI, jak Investors TFI, OPERA TFI. Inwestor wie, że jeśli fundusz zarobi np. 20% będzie musiał z tej kwoty oddać dodatkowe np. 4%. Jeśli zarobi mniej, nie zapłaci dodatkowej prowizji. Taka polityka skłania TFI do ciężkiej pracy. Im więcej zarobią klienci, tym więcej zarobią zarządzający. Z taką nietypową sytuacją mamy obecnie do czynienia. Podczas gdy klienci masowo uciekają z funduszy, rośnie ilość TFI, które uzyskują zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie działalności. Na rynku mamy już 35 TFI, a kilkanaście rozpocznie walkę o klienta w najbliższych miesiącach. Co ciekawe, na rynku finansowym zaczyna brakować fachowców od zarządzania aktywami. Aby uruchomić TFI trzeba więc albo podkupić konkurencję oferując wyższe wynagrodzenie, albo, co jest ryzykowne, zdać się na mało doświadczonych zarządzających, którzy dopiero zaczynają pracę w zawodzie. Zobacz również Każdy biznes potrzebuje zrozumienia (finansowego) Na fali popularności inwestowania w fundusze powstawały i powstają nowe TFI. Tworzą je byli zarządzający z innych TFI, szukający nowych wyzwań. Konkurencja jest zawsze mile widziana, ale moment debiutu wydaje się niezwykle trudny. Nowe TFI nie mogą ani pochwalić się dobrymi wynikami, które mogłyby skusić klientów, ani tak dużymi nakładami na kampanie reklamowe jak liderzy rynku wydający na ten cel miliony. Ich szansy należy doszukiwać się w strategii, niskich opłatach dystrybucyjnych i niższych niż u konkurencji opłatach za zarządzanie. Na bardzo trudnym obecnie rynku to właśnie konkurencyjne koszty nabywania jednostek mogą być wabikiem dla klientów. Widząc coraz większy odwrót klientów od funduszy i trudności w osiągnięciu zysków na krajowym rynku akcji, coraz więcej zarządzających decyduje się tworzyć fundusze inwestujące głównie na rynkach zachodnich.
Zobacz również Oferta kont oszczędnościowych Zdania co do jej kondycji są podzielone. Jedno jest pewne. O równie imponującym wzroście jak w ubiegłym roku kiedy to PKB wzrósł o 6,6%, możemy zapomnieć. Prognozy zagranicznych instytucji finansowych, jak Unicredit czy EBOiR, mówią o spowolnieniu nawet do 4,4%-4,7% PKB w latach 2009-2010. Co to oznacza dla budżetu państwa nie muszę chyba mówić. Wraz ze spadkiem wzrostu tempa gospodarczego spadną dochody państwa. Pogorszą się warunki do funkcjonowania firm, co wpłynie bezpośrednio na ich wyniki finansowe. Nadzieja w kapitale zagranicznym Spadki na GPW nie pozostają nie zauważone przez zagraniczne instytucje finansowe. I choć ze względu na ogromne aktywa jakimi dysponują ich zainteresowanie ogranicza się do spółek z indeksu WIG20, daje to szansę na częściową poprawę sytuacji na GPW. Polskie spółki po ostatniej korekcie stają się relatywnie tanie. Ostatnie wzrosty kursu złotego są potwierdzeniem napływu do Polski znacznych środków. Pozostaje mieć nadzieję, że kapitał pozostanie tu dłużej niż kilka dni. Nigdy jednak nie można wykluczyć, że zagraniczne instytucje wejdą do Polski na dwa, trzy tygodnie, aby zrealizować kilka procent zysków, po czym znów się wycofają. Tym samym krajowym TFI znów odebrany zostałby impuls do zakupów akcji. Pierwszym sygnałem przemawiającym za takimi zmianami mogą być ogłoszone niedawno dane z Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i SGH. „Przyciśnięci” przez rosnące raty klienci raczej nie udadzą się do TFI. Tym bardziej, że oprócz kredytów na mieszkania Polacy chętnie brali kredyty gotówkowe, samochodowe i mocno zadłużyli się na kartach kredytowych. Tylko z ich tytułu zadłużenie sięga 10 mld zł i szybko rośnie. Drugi kwartał roku w pełni. Większość inwestorów pamiętając o ubiegłorocznych spadkach na rynku, jakie nastąpiły podczas wakacji, będzie zapewne wolała nie ryzykować i nie zostawiać swoich oszczędności w funduszach. Wrzesień będzie miesiącem próby dla rynku TFI. Do tego czasu warto obserwować zarówno stan gospodarki polskiej jak i światowej. Od tego w dużym stopniu zależy, czy koniec roku znów będzie należał do TFI. |