| Szukaj w IPO.pl |
| Szukaj w IPO.pl |
|
Walutowe harakiri
|
Ostatnio największą zmorą Polaków jest gwałtownie osłabiający się złoty. Są jednak kraje, na których waluty kryzys finansowy działa dokładnie odwrotnie. Odejdźmy na chwilę od problemów związanych z opcjami czy rosnącymi ratami kredytów walutowych i zobaczmy do czego prowadzi gwałtownie umacniający się jen. Sytuacja, z jaką mamy dzisiaj do czynienia na rynku walutowym jeszcze pół roku temu była zupełnie nie do przewidzenia. W lecie 2008 roku więcej Polaków stać było na zagraniczne wakacje, z kolei kredytobiorcy , którzy zapożyczyli się w walutach obcych, cieszyli się z powodu malejących rat. Problem mieli jedynie nasi eksporterzy, których produkty były za granicą mało konkurencyjne, i którzy pod wpływem powszechnego przekonania o dalszej aprecjacji złotówki korzystali z instrumentów mających uchronić ich przed niekorzystnymi skutkami utrzymania się tej tendencji. Umacniania się złotego byli pewni do tego stopnia, że instrumenty z definicji chroniące przed ryzykiem walutowym wykorzystywali w sposób, który to ryzyko maksymalnie zwiększał. Dzisiaj, pół roku później, sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Zagraniczne wycieczki straciły na atrakcyjności, a raty kredytów we frankach czy euro spędzają sen z powiek kredytobiorcom. Powody do zadowolenia powinni mieć nasi eksporterzy, jednak i tu nie jest kolorowo. Tani złoty sprawia, że niezwykle opłacalna jest sprzedaż naszych towarów za granicę, jednak przez globalną recesję popyt na nie i tak jest ograniczony. Niektóre firmy bardzo boleśnie odczuwają ponadto skutki opcji walutowych, które – zamiast kupować – sprzedawały bankom pół roku temu w przekonaniu, że złotówka będzie nadal się umacniać. Skąd zatem bierze się tak gwałtowna zmiana kursu złotówki? Kiedy rozpoczęło się zamieszanie na Wall Street, zachodnie, głównie amerykańskie fundusze i banki inwestycyjne zaczęły wycofywać swój kapitał z giełd krajów rozwijających się – w tym z warszawskiej GPW. Masowy odpływ kapitału zagranicznego wyjątkowo źle odczuł złoty. Jego wartość w stosunku do ‘silnych walut’, dolara czy euro, spadła drastycznie. Najbardziej w wyniku kryzysu finansowego umocnił się jednak japoński jen. Rekordową aprecjację jena bardzo boleśnie odczuwa japońska gospodarka – od firm z sektora MSP po wielkie korporacje. Rząd w Tokio poinformował, że kondycja gospodarcza wszystkich 47 prefektur jest najgorsza od 1985 roku - od kiedy dostępne są tego rodzaju dane. Minister gospodarki mówi nawet o największym kryzysie od czasów II wojny światowej. Japońskie PKB skurczyło się w IV kwartale ubiegłego roku aż o 3,3 proc. Szacuje się, że od października pracę w Japonii straciło 150 tys. osób. W szczególnie trudnej sytuacji znaleźli się pracownicy okresowi, którzy stanowią aż 1/3 japońskiej siły roboczej. Kurs JPY/USD w latach 2005-2008 Strony:
1 2 |